Trudne, bo trzeba myśleć… Materiały w kulturze nauczania i w kulturze uczenia się

Trudne, bo trzeba myśleć: Materiały w kulturze nauczania i w kulturze uczenia się

Wiele tradycyjnych zadań to nie ćwiczenia, ale narzędzia pomiaru. Niczego nie ćwiczą, a jedynie sprawdzają, co dziecko wie. Żeby się rozwijać dzieci potrzebują jednak zadań, dzięki którym będą mogły rosnąć i które pozwolą im na odczuwanie radości płynącej z robienia rzeczy „po swojemu”.

Żeby przejść od tradycyjnej kultury nauczania do kultury uczenia się potrzebne są inne materiały i zadania.

Zadania typowe dla kultury nauczania to (najczęściej) zadania:
– schematyczne, niewymagające myślenia,
– mające jedną dobrą – czytaj prawidłową – odpowiedź,
– oparte na reprodukcji podanych informacji,
– niewymagające głębokiego przetwarzania – a więc niepozostawiające głębszych śladów w strukturach pamięci,
– niedające satysfakcji płynącej z autonomicznego działania (dzieci / uczniowie lubią robić zadania po swojemu,
– nie pozwalają na łączenie treści z różnych dziedzin, co utrudnia rozumienie i zapamiętywanie,
– nie wymagają wizualizacji, często ograniczają się do czysto werbalnego przekazu.

W kulturze uczenia się potrzebne są zadania, które:
– wymagają kreatywności, myślenia i indywidualnego podejścia,
– mają wiele dobrych odpowiedzi, to znaczy że każda grupa lub każde dziecko może je zrobić inaczej,
– reprodukcja poznanych wcześniej treści nie wystarczy, żeby zrobić zadania, dzieci muszą aktywnie przetwarzać poznane treści i dzięki temu tworzą własne konstrukty i nadają im własną strukturę,
– wymagają głębokiego przetwarzania, dzięki czemu pozostawiają trwały ślad w strukturach pamięci,
– dzieci działają autonomicznie (pracując w grupach lub rozmawiając z rodzicami, jeśli czytają książkę w domu) i rozwijają kreatywność,
– pozwalają na łączenie treści z różnych dziedzin, co ułatwia rozumienie i zapamiętywanie.

Wielu nauczycieli chciałoby uczyć inaczej i od wielu już lat w czasie szkoleń jestem pytana o materiały. Skąd brać materiały takie, które umożliwią nauczycielowi wycofanie się na drugi plan i stworzą dzieciom / uczniom przestrzeń do uczenia się poprzez własną aktywność i twórcze podejście do omawianych zagadnień? Chodzi o to, by odejść od gotowych schematów i wymogu reprodukowania podanych treści, bo takie zajęcia są nudne i właśnie dlatego dla dzieci wyjątkowo trudne i zniechęcające.

Dlatego napisałam książkę „Życie to nie wyścigi”, w której treść wplotłam wiele zadań typowych dla kultury uczenia się. To zadania, które nie tylko rozwijają kreatywność, autonomię i samodzielność, ale również pokazują, że świat nie jest czarno-biały, że w normalnym życiu nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Dołączone do historii skrzatów zadania niczego nie mierzą, to zadania dzięki którym dzieci mogą się rozwijać bez presji, bez obawy przed błędami i przed porażką. To zadania, do których na próżno szukać jednego klucza.

Dzieci potrzebują ciekawych zadań – wyzwań, dzięki którym będą mogły rosnąć. Nowa jest również tematyka zadań, która wychodzi poza to, o czym zazwyczaj mówi się w szkole. Dzieci zachęcane są do zajmowania się takimi pojęciami jak „sukces” czy „porażka”, „subiektywny” i „obiektywny”. Samodzielnie definiują pojęcia i porównują stworzone przez siebie definicje z tymi, które można znaleźć w słownikach. Wiele zadań poświęconych jest rozwijaniu słownictwa i wrażliwości językowej. Chodzi o to, by wykorzystać wyjątkową chłonność umysłów kilkulatków. To czas, kiedy dzieci najszybciej uczą się nowych słów i pojęć. Trzeba też pamiętać, że poziom rozwoju języka determinuje sukces edukacyjny ze wszystkich przedmiotów.

Wiele zadań dotyczy matematyki. Czytelnicy książki zachęcani są do robienia rysunków i wizualizacji tego, co trzeba wyliczyć. Zadania są tak skonstruowane, że dzieci muszą samodzielnie myśleć i nie mogą stosować żadnych schematów. Widząc rysunki nauczyciel szybko może zorientować się, czy dziecko rozumie poruszany problem.

Jednak wiele zadań wychodzi poza wachlarz szkolnych tematów. Dotyczą radzenia sobie z porażkami, samooceny, emocji (szczególnie tych trudnych), empatii, radzenia sobie z problemami i uczą samodzielnego planowania.

Treść historii o skrzacie o imieniu Budełko zrozumie każde dziecko, ale zadania są tak skonstruowane, że wymagają rozmów z dorosłymi. W szkole to nauczyciel, ale jeśli jakiś rodzic kupi książkę swojemu dziecku, to w domu również warto poświęcić czas i uwagę, bo te zadania wymagają rozmów. Kochani rodzice, książkę napisałam tak, żebyście i Wy mogli się z niej czegoś nauczyć. Życzę Wam owocnej lektury i wielu ciekawych rozmów o problemach, które na pewno dotyczą i Was i Waszych dzieci, a o których tak często w naszych domach nie rozmawiamy.

Marzena Żylińska